Mikrofale w medycynie. Czy należy bać się technologii Coolwaves™? Obalamy mity.
- Karolina Cyrek
- 2 godziny temu
- 1 minut(y) czytania
Słowo "mikrofale" niektórym pacjentom kojarzy się z kuchenką mikrofalową, a nie z zaawansowaną inżynierią biomedyczną. Ten lęk wynika z niewiedzy. W tym artykule wyjaśniamy różnicę między promieniowaniem, które podgrzewa obiad, a precyzyjną falą 2,45 GHz, która bezpiecznie rzeźbi sylwetkę.
Mit 1: "To promieniowanie jest niebezpieczne dla narządów"
FAKT: Absolutnie nie. Technologia ONDA działa na głębokości zaledwie kilkunastu milimetrów. Mikrofale o częstotliwości 2,45 GHz są w ok. 80% pochłaniane przez tkankę tłuszczową. Co ważniejsze – mięśnie stanowią dla nich naturalną barierę (odbijają falę). Oznacza to, że energia nie ma fizycznej możliwości dotarcia do narządów wewnętrznych (jelit, nerek czy wątroby). Działamy wyłącznie w bezpiecznej strefie podskórnej.
Mit 2: "Poparzę sobie skórę"
FAKT: W starszych technologiach (klasyczne RF) ryzyko przegrzania istniało. W ONDA DEKA zastosowano system Smart Handpieces. Głowice emitują mikrofale tylko wtedy, gdy mają pełny kontakt ze skórą. Dodatkowo, system Contact Cooling nieustannie chłodzi naskórek do 5°C. Pacjent czuje chłód na zewnątrz, podczas gdy ciepło generowane jest głęboko w środku.
Mit 3: "To boli"
FAKT: Zabieg jest w większości przypadków bezbolesny. Pacjenci opisują go jako naprzemienne uczucie ciepła i chłodu. Dzięki temu, że nie musimy zasysać fałdu skóry (jak w kriolipolizie) ani jej nakłuwać, jest to jedna z najbardziej komfortowych procedur na rynku.


Komentarze